Do you speak english?
grudzień 8, 2008
Zdawałam do klasy z rozszerzonym angielskim, mając na myśli fakt, że szkoła zapewni takiej klasie wyższy poziom niż pozostałym profilom. Okazuje się, że nie wszyscy podjęli taki sam tok rozumowania. Do klasy trafiają osoby, które w życiu nie miały żadnej styczności z językiem angielskim – chcą się uczyć od zera. W porządku, szkoła organizuje test i dzieli klasę na dwie grupy – jak ładnie to mój znajomy określił: “upośledzoną i jeszcze bardziej upośledzoną”. Proszę, postaw się na miejscu moim i siedmiu innych osób z poziomem angielskiego zbliżonym do wymagań certyfikatu tzw. Advanced. Co teraz? Jedna grupa ma poziom, bodajże, pre-intermediate, druga (z założenia: “ta genialna”) – intermediate.
Wracając do nauczyciela – zdaję sobie sprawę, że nie można mieć do osoby pretensji o wadę wymowy. Jednak podejrzewam, że mam prawo wymagać od nauczyciela klasy z rozszerzonym programem angielskiego poprawnej wymowy. Nie to, że sobie coś ubzdurałam, jednak fakt, że u pani X. “klatka schodowa” brzmi jak “gwiezdna sprawa” (staircase? pani X: “starcase”, cóż), uznaję za lekko niepokojący. Nie jest to błąd jedyny, takie “zdarzają jej się” na każdej lekcji – przytoczyłam ten przykład, ponieważ jest on najbardziej spektakularny. Dodam, że korzystamy z książki ogólnie uznanej za przestarzałą. Jej plusem jest systematyczna nauka gramatyki, a także spora ilość słownictwa, jednak uczenie się z niej ćwiczenie po ćwiczeniu, a każdym nudnym jak diabli, jest czystą torturą. Potwornie wolne tempo, jesteśmy przy rozdziale drugim.
Teraz najlepsze – książka na poziomie intermediate ma nam wystarczyć na trzy lata, czyli będą nas za pomocą tego szykować do matury. Pytam się, jak? Ponoć klasa ma na celu angielski rozszerzony, ergo zdawanie matury z języka angielskiego na poziomie rozszerzonym! Jest to fizycznie niemożliwe, tym bardziej, że nie dostajemy na lekcjach żadnych dodatkowych materiałów. Jakichkolwiek, chociażby kserówek, które miałyby poszerzyć naszą wiedzę, a może nawet zainteresować osoby, które opanowały angielski lepiej niż reszta grupy. Niestety, nikt o nas nie dba.
Tak oto idziemy swoją drogą, dodam, że nie zapisałabym się na żaden dodatkowy angielski, gdyby nie tragiczny poziom w szkole. Uznałabym się za przegraną dobrowolnie, jeśli uczęszczałabym do szkoły byle jakiej. Chodzę jednak do szkoły z renomą, która zawsze znajdowała się przynajmniej w pierwszej dziesiątce liceów łódzkich. Mam wrażenie, że mogę wymagać czegoś lepszego niż zaniżania lepszych do poziomu gorszych. Chyba powinno być odwrotnie.
grudzień 8, 2008 at 6:07 pm
no, no. zgadzam się.